piątek, 29 kwietnia 2016

następczyni rośnie ♥

Emilkę coraz bardziej ciągnie do pracowni. Chce robić wszystko to co mama, więc spędzamy tam czas razem i zawsze coś sobie dziubie ćwicząc rączki, np. turla węże. Ostatnio poszkliwiła sobie pierwszą pracę. Był to tyci kubeczek, który lepiłyśmy razem. Wybrany kolor: oczywiście róż. :)


W pełnym skupieniu malowała i malowała, zajęło jej to z pół godziny. Bezcenne pół godziny, podczas której mogłam obok zająć się swoją pracą. 
 Po wypale: księżniczka z kubaskiem:


Wczoraj natomiast zostałam wbita w podłogę: w pracowni trwała anielska produkcja. Dołączyła córka z zamiarem, że ona też aniołki porobi. Okeeeejjjjjj :) Rozwałkowałam jej placek i zajęłam się pracą. Po chwili patrzę, a ona naprawdę robi anioły! Wycina wykrawaczką, zdobi, odbija stempelki, RYSUJE IM TWARZE! (na tym etapie nie była jeszcze nawet na papierze!) Ma raptem 2,5 roku... Nawet "podpisywała się" na odwrocie! Genialna obserwatorka :D.


Aniołki odjazdowe, jestem nimi zachwycona :) Mają noski, które są dziurkami na sznureczek do powieszenia. Niektóre mają narysowane "brzuszki" i "paszki" na skrzydełkach (haha). Zrobiła mi też parę gwiazdek i parę księżyców. Jeśli zastanawia Was ich ułożenie to zdradzę Wam co twierdzi autorka: "one się trzymają za rączki i przytulają". 
 
Mam w domu najsłodszą istotę pod słońcem.:)