piątek, 22 kwietnia 2016

zakochane dudki ślubne


Bo sezon ślubny to jakby już...  :) Pamietajcie o około 3 tygodniowym okresie oczekiwania na zamówienia ceramiczne (taki proces! Nie przeskoczę! :) )
Komplet zakochanych dudków: patera, miseczki, stoper do wina i zawieszka (a może być i magnes, czemu nie).

czwartek, 21 kwietnia 2016

pudrowy róż

Od 2,5 roku żyję pod jednym dachem z pewną Małą Dziewczynką. Na początku, gdy nie miała jeszcze wiele do gadania ubierałam ją w ubrania po bracie, więc ani koparka ani traktor nie były nam obce. Teraz jednak mam Buntownika, przez duże B, który wie czego chce i powoli obrastamy w róż (i tiule). Póki to jest pudrowa odmiana tej barwy to wytrzymuję i nawet jakoś trawię. Podobno to taki etap, który trzeba przejść. Dla innych małych dziewczynek też robię sporo w tym kolorze ( a czasem na śluby):


To moje pudrowe szkliwo nawet dość polubiłam, jakiś czas temu powstał przykładowo taki zegar (27 cm średnicy), którego jeszcze nie pokazywałam:


Przyjemnego dnia :)

środa, 20 kwietnia 2016

własny numer



Nagle, po 4,5 roku bycia szewcem co bez butów chodzi, po tym jak już wszyscy możliwi kurierzy i listonosze trafiają do mnie bez problemu: TAAADAM! mam numer na budynku. Ulepiony, wypalony, nawet przymocowany. Szok! :)

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

nikt nie mówił, że będzie łatwo :)

Dzień dobry poniedziałku! Dziś ważą się losy mojej ceramicznej przyszłości, bo czekam na wyniki rekrutacji przedszkolnej. Od jej wyników będzie zależało czy od września będę pracowała w miarę "normalnie" czy znów na kolanie, ukradkiem, podczas drzemek Emiśki (lub zamiast własnych) itd. Przykładowo tak robię zdjęcia: (haha)



Za piątym razem udało mi się być szybszą niż mała rączka. Oto zamówiony komplet ceramiczny do pomarańczowej łazienki (wyższy kubek na szczotki i pastę, mniejsze na niższe akcesoria, mydelniczki- na życzenie bez dziurek):


Trudności związane z pracą w towarzystwie zbuntowanej z dwuipółlatki są sprawą oczywistą, ale za sprawą posiadania pod jednym dachem także sześciolatka, przeniesienie sesji zdjęciowej na wyższe poziomy blatów kuchennych też nie gwarantuje sukcesu :) ("Mamo, zrób chociaż jedno z helikopterem, prooooszęęęę".) Zrobiłam :)


Jednocześnie pozdrawiam wszystkie mamy, które pracują lub zajmują się swoją pasją, mając przy sobie Małych Ludzi. Podziwiam i Was, i siebie ;).
...
edit: Dostała się! :)

sobota, 16 kwietnia 2016

zieleń ♥

Wokół coraz więcej zieleni. Pączki coraz większe i lada chwila liście eksplodują we wszystkich możliwych kierunkach i otuli nas kolor wiosny. Pracownię też co chwila opuszczają zielone przedmioty, jak ten komplet do kuchni:


W skład wszedł ociekacz do sztućców oraz pojemnik na drewniane łyżki, który z racji jego wymaganej wysokości (20 cm) i konkretnego zamówionego kształtu musiałam wymodelować pracochłonną wałeczkową metodą:


Życzę Wam udanego weekendu. Nacieszcie się budzącą się do życia zielenią i niech wypełni Wasze serca nadzieją :)



♥

piątek, 15 kwietnia 2016

hiacynty


Czekam na funkcję "załącz zapach"... Jest O-BEZ-WŁAD-NIA-JĄ-CY! ❤
Pozdrawiam z ogrodu. Zimno trochę, idę polepić :)

środa, 13 kwietnia 2016

projekt UMYWALKA

1 Kuba, 2 Kasie, 6 rąk, 9 kilo gliny, 150 minut lepienia i sklejania 396 kulek... W sumie jedna, jedyna taka na świecie : umywalka!
To będzie post o największym przedsięwzięciu w historii mojej pracowni i jednocześnie największym przedmiocie jaki trafił (i wyszedł cało!) z mojego pieca. Kasia i Kuba przejechali 977 km by mieć swój udział w lepieniu biało-szarej umywalki, którą sobie wymarzyli do swojego pierwszego własnego mieszkania. Miała mieć na zewnątrz zachowaną kulkową strukturę (tak często konstruujemy naczynia na warsztatach z dziećmi). Efekt jest bardzo fajny, ale miałam spore obawy czy tak duży i ciężki przedmiot przetrwa w tej technice ogromne naprężenia, które czekają go w piecu... Tak lepiliśmy:



Oni kulali, ja łączyłam to w całość:



po 2,5 godzinach (bardzo wesołej) pracy mieliśmy taką sytuację:



krawędź przycięliśmy na równo:




Zadowoleni współautorzy:



Potem Kasia i Jakub wrócili do domu, a mnie czekały stresujące tygodnie, podczas których stopniowo suszyłam kolosa, doglądając go codziennie i sprawdzając czy kurczy się równomiernie, a co za tym idzie: bezpiecznie. Po pewnym czasie mogłam go wydobyć z formy (na totalnym bezdechu i przy asekuracji z poduszek) :



Później umywalkę czekały kolejne etapy ceramicznego procesu. Całość robót rozciągnęła się na prawie 7 tygodni!  Tutaj szkliwienie: w środku miała być biała, z zewnątrz przetarłam ją szarym szkliwem, by podkreślić jej unikalną strukturę:


Podczas obu wypałów kiepsko spałam w nocy, a piec otwierałam z sercem w gardle, obawiając się, że wypełniają go szczątki tego cuda. Przyszli właściciele, z racji dzielącej nas odległości, nie przyjechaliby sobie bowiem ot tak, by powtórzyć całą akcję. Jednak okazało się finalnie, że w te kulki wtłoczyliśmy tyle dobrej energii, że to nie mogło się nie udać. :) Oto ostateczny efekt (ledwo trzymam, bo ciężko!):


widok z góry:


Jej ostateczne wymiary to 38 cm średnicy i 18 cm wysokości. Na koniec pamiątkowy detal, który nasi romantycy zamieścili sobie z boku ;):


Dziś umywalka wyjeżdża do miejsca przeznaczenia. Mam ją w kartonie wielkości...niemalże pralki. Trzymajcie kciuki za jej szczęśliwą podróż :)
 ...
Kasiu i Kubo! Mimo stresu i niepewności co do ostatecznego sukcesu ubawiłam się niesamowicie. Może jeszcze coś kiedyś razem ulepimy (byle mniejszego). :) Buziaki! ♥