środa, 15 maja 2013

mniszki w słoiku

W zasadzie tego się po sobie nie spodziewałam zupełnie. Z kuchni to ja bowiem lubię najbardziej narzędzia, które można wynieść do pracowni i które robią w glinie coś fajnego. One już jednak z zasady nie wracają. Jeść też bardzo lubię, ale najchętniej, gdy gotuje ktoś inny. Zdumiewa mnie zachwyt samą czynnością przygotowywania potrawy. Aż tu nagle...napisała do mnie Olga, która fajne rzeczy gotuje i ma ciekawą stronę. Poprzeglądałam i stanowczo stwierdziłam, że muszę zjeść pokazywaną tam zupę z ...pokrzywy! I nie spodziewałam się, że wyjdzie taka obłędna! Zrobiłam ją raczej z ciekawości i z podejściem "jakoś przełknę jak szczawiową", bo potrzebuję ostatnimi czasy dodatkowych porcji żelaza. Po eko- pokrzywę nie musiałam daleko chodzić, mam jej całe łany w niezagospodarowanej wciąż części ogrodu. Zachęcona tym niebywałym sukcesem znalazłam u Olgi jeszcze przepis na miód vel syrop z mniszka. Uwielbiam miód, wokoło same mniszki, czemu nie spróbować? Wyszły mi cudowne, złociste przetwory. O takie:


Pękam z dumy oczywiście i pokazuję to cudo. Zwłaszcza, że to moje pierwsze przetwory po dżemie z pigwy ...wykonanym na ZPT w podstawówce. Nie liczę lepiej ile to lat temu było :)
Zachęcam Was do wypróbowania przepisu, szybciutko póki mniszki nie obrócą się w dmuchawce. Jak już uzbieramy potrzebną ilość kwiatów (u mnie zbierała trzypokoleniowa rodzina odziana w gumowe rękawiczki, z Filipem - dowódcą operacji na  czele) to już w zasadzie mamy z przysłowiowej "górki". :)
***
Przy tej wiekopomnej chwili stwierdziłam, że profesjonalne etykiety muszą być! Siadłam do komputera z myślą "zaprojektuję, w końcu nieprzypadkowo grafikiem jestem", ale w sekundę trafiłam na stronę The jam labelizer i mi się troszkę odechciało ;) Pracowity dzień był za mną, sporo machania wielką łyżką, więc się postanowiłam nie przemęczać ;)
***
Uprzedzam Was kochani obserwatorzy i goście, że w najbliższych miesiącach trochę mniej będzie postów ceramicznych. Życie stawia przede mną ciutkę inne priorytety i od pracy muszę niestety trochę odpocząć. Ale mam na dysku trochę nieopublikowanych zdjęć prac, które już dawno pojechały w świat i będę je teraz po trochu pokazywać, żebyście o mnie całkowicie nie zapomnieli. Cudownego wieczoru :*

3 komentarze :

biurkowa pisze...

A moje okoliczne mniszki już zamieniają się w dmuchawce, albo ścięte przez kosiarki... Szkoda, bo przetwory wyglądają bardzo, ale to bardzo apetycznie, jakbyś zamknęła trochę słońca w tych słoikach:)
No i etykietki świetne, dzięki za link (po co się męczyć, gdy zalazło się coś tak fajnego):)

Deilephila pisze...

Jejku! Robiłam takie cuda z mamą, jak byłam mała! Uwielbiam takie dary natury! oj szkoda, że leżakuję! Zapchałabym całe pomieszczenie gospodarcze zapasami!

pracownia kasi pisze...

Nie wątpię Aniu :) No to za rok :) Ja też już coraz więcej muszę horyzontalnie, ale jeszcze dałam radę tą łyżką mieszać na barowym stołku ;) Choć to już pewnie mój ostatni taki wyczyn w najbliższym czasie ( dlatego wart upamiętnienia :D).