wtorek, 30 października 2012

zielony kwadratowy

To trzeci ociekacz, który do tej pory zrobiłam i znowu w zieleniach! Narodziło się zatem pytanie: Czy wszyscy macie zielone kuchnie?!?! ;) Na szczęście każdy z dotychczasowych ociekaczy był trochę inny- różnił się kształtem lub dopełniał go inny kolor. Ten poniższy jest na zamówienie Ani. Otrzymam za niego extra wydzierganki, które ocieplą mą zmarzniętą osobę zimową porą (czyli w zasadzie chyba już? ).



















edit: zimowe ocieplacze właśnie otrzymałam, są absolutnie fantastyczne, i zobaczyć je można ::tu::
Tyle, że dołączyły do nich jeszcze zupełnie niezapowiedzianie mitenki! Dzięki Aniu :)

sobota, 27 października 2012

jak powstaje miseczka

Dzisiejszy post dedykuję tym wszystkim, którzy z ceramiką nigdy nie mieli do czynienia, a interesuje ich jak po kolei powstaje ceramiczne naczynie. Trochę także tym wszystkim, którzy chcieli coś kiedyś u mnie zamówić i zaskoczył ich aż 3 tygodniowy czas oczekiwania (niektórzy jakoś to przeboleli :) ). Tworzenie każdego ceramicznego przedmiotu wiąże się bowiem z wieloma etapami pracy i nie ma możliwości żadnego ominąć. W czasach gdy chodziłam jeszcze na zajęcia do pracowni ceramicznej Czary, jedna z koleżanek wyliczyła jak wiele razy trzeba wziąć do ręki każdy, najmniejszy nawet przedmiot, nad którym się pracuje. Ile razy go obejrzeć, wygładzić, odstawić na półeczkę, z półeczki, do pieca, z pieca.....Dokładnych wyliczeń koleżanki nie pamiętam, ale było to naprawdę zaskakująco wiele razy ... :D



Zdjęcia ilustrują uproszczony przebieg powstania małej,
  liściastej miseczki i to, jak ta forma się zmienia. Najpierw lepimy z gliny- to akurat nie jest może dla Was zbyt zaskakujące ;). Na tym etapie wymodelowany przedmiot możemy jeszcze ozdobić odciskając w nim jakieś wzory - tutaj były to jesienne liście. Później przychodzi czas suszenia wykonanej pracy, u mnie trwa czasem nawet 2 tygodnie, jeśli praca jest bardzo duża i ma grube ścianki. Schnięcie gliny nie może być gwałtowne, czasem wręcz spowalniam ten proces chowając naczynie pod folią, by glina schła wolniej i równomierniej. Praca podczas suszenia sporo się kurczy- i tu właśnie jest ryzyko, jeśli zmniejsza się nierównomiernie ( np. brzegi lub doklejone detale schną szybciej) może nastąpić pękanie gliny. Każdy ulepiony przedmiot podczas suszenia doglądam codziennie, patrząc czy nic złego się z nią nie dzieje. Miseczka kurczy się wtedy w zależności od rodzaju użytej gliny ok. 10-15%.


Gdy praca jest całkiem sucha szlifuję siatką ścierną wszystkie nierówności, których nie byłam w stanie wygładzić wcześniej i umieszczam ją w piecu na pierwszy wypał zwany biskwitem. Odparowują wtedy z gliny resztki wilgoci a po wyjęciu z pieca glina jest porowata i przypomina herbatnik (skąd nazwa). Wypał na biskwit odbywa się w niższej temperaturze niż wypał końcowy, u mnie nastawiam piec na 850 stopni. Wypał trwa 10 godzin, ale razem z wystudzeniem na cały proces trzeba liczyć 2 doby (czym więcej rzeczy w piecu tym dłużej trzyma on temperaturę, a piec mam zwykle załadowany po brzegi :).
Następnie przedmiot trzeba przetrzeć wilgotną szmatką, by oczyścić go z pyłu po szlifowaniu i nadchodzi czas szkliwienia. Jest to bardzo fajny etap i jeśli ktoś spotyka się z nim pierwszy raz to jest bardzo zaskoczony faktem, że szkliwa wyglądają zupełnie inaczej niż po wypale końcowym. Tutaj akurat szkliwo zielone jest żółte, ale nie brak np. świnkowo-różowych szkliw, które ostatecznie przybierają barwę ciemnozieloną. Prowadząc warsztaty słyszę na tym etapie co kilka chwil: "Ale to na pewno będzie czerwone? Ale na pewno?" :)
Po nałożeniu szkliwa, wysuszeniu go, pracę znów umieszczamy w piecu. Tym razem temperatura jest wyższa, ustawia się ją w zależności od wymagań użytego szkliwa- ja najczęściej wstawiam na 1060 stopni i znowu oczekuję z niecierpliwością 2 doby :)
Po tym wypale miseczka zazwyczaj jest gotowa, ale jak zauważyła ostatnio rozumnie moja klientka " zawsze coś może nie wypalić" więc nierzadko cały proces trzeba powtarzać od początku ( gdy glina sobie np. znienacka pęknie bądź wybuchnie...!!) Tak, ta praca uczy z pewnością jednego - pokory.

Pozdrawiam wszystkich, którzy wytrwali do końca tego najdłuższego w historii posta :)

środa, 24 października 2012

droga

Zawsze przyjemniej wyruszyć w drogę mając u boku przyjaciela :)

























Na zdjęciu Momo i Zuri podczas porannego spaceru.

poniedziałek, 22 października 2012

turkusowe oponki



















Takie ostatnio wykonałam dla Doroty, popularyzatorki slow clothing, od której mam piękny, rozweselający jesienną szarugę, tęczowy sweter (uwielbiam!). Korale - oponki - moje ulubione turkusowe szkliwo na glinach w różnych kolorach- każdy wyszedł w innym odcieniu. Też niby tęcza, ale monochromatyczno- turkusowa ;)

sobota, 20 października 2012

Diana & Jamie

Jednym z ostatnich zamówień był spory zestaw ślubny dla pani Diany i jej narzeczonego. Znalazły się w nim magnesy z inicjałami nowożeńców, które każdy z gości znajdzie w ramach podziękowania za przybycie przy swoim nakryciu. Mają one po 6,5 cm wysokości.



















Młoda Para zamówiła także mini-paterki (mają ok.17 cm średnicy), które będą służyć jako podziękowanie dla osób, którym się to szczególnie należało czyli dla Rodziców, świadków i kogoś jeszcze :) Zapotrzebowanie było na wersje angielsko i polskojęzyczne:




















Pozdrawiam i wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia życzę :)

czwartek, 18 października 2012

rękodzieło dla Marcinka

Pamiętacie chorego Kubę, który zbierał na niezmiernie kosztowne leczenie za granicą? Uzbierał :) Kilka dni temu dostałam bardzo miłego maila od Jego Taty, w którym dziękuje za mój udział w akcji zbierania rękodzieła, a także pisze, że Kuba czuje się dobrze, że wrócił do szkoły, że jest dobrze. To są CUDOWNE wiadomości! (Rany, ale się od razu poryczałam ... :)) ) Tata Kuby przy okazji zaangażował się w pomoc dla innego chorego chłopca i prosi o pomoc. I jak tu odmówić?


Wy także możecie się przyłączyć w bardzo prosty sposób do tej akcji. Wystarczy, że ofiarujecie którąś ze swych prac, która zostanie zlicytowana na allegro (lub coś kupicie :).
Wszystkie informacje możecie znaleźć tutaj: blog Marcinka i tutaj: akcja na facebooku .
Licytować możecie tutaj: allegro.
Z moich prac będzie można kupić paterę, komplet miseczek, a z rzeczy jeszcze nie pokazywanych np. taką broszkę z pandą:





Być może wkrótce dojdzie jeszcze coś świątecznego? Tylko muszę skończyć :) Zapraszam!

poniedziałek, 15 października 2012

ptaszki love crackle



















Komplet 3 magnesów wykonanych z białej gliny: serce szkliwione efektową czerwienią, ptaszki - "spękanym szkliwem" (crackle).

czwartek, 11 października 2012

środa, 10 października 2012

wtorek, 9 października 2012

zielony motyl



















Troszkę może na przekór jesieni- bo dziś nieprzyjemnie, wietrzysko urywa wręcz głowę - zielony motyl- wykonana z białej gliny broszka. Średnica 53 mm.

piątek, 5 października 2012

czekoladowe kwiaty

Komplet na zamówienie: patera:



















oraz zestaw 6 miseczek na przystawki bądź dipy:



















Wykonane z białej gliny, pokrytej transparentnym brązem.

poniedziałek, 1 października 2012

psia miska

Ponieważ nigdzie w sprzedaży nie mogłam dostać miski na wodę dla naszych psiaków o odpowiednio dużych gabarytach ( bądź kompletnie nie zadowalały mnie one pod względem estetycznym bądź cenowym) przyszło mi ulepić tęże miskę samodzielnie. Przy okazji mogłam spełnić wszystkie kryteria (oł jeee!:)) i warunki jakie przedmiotowi temu postawiłam czyli : kolor najlepiej turkusowy (bo w kuchni turkusowe dodatki), kwadratowa (by ładnie wkomponować się w kącik, w którym ma stać), na małych stópkach ( by łatwo było podnosić i stawiać wypełnioną wodą po brzegi) no i najważniejsze: rozmiar gigant! O ile Zuri mogłaby się w tej misie niemalże wykąpać, to dla ponad 60 kg Momo (i wciąż rośnie!) najlepiej sprawdza się samonapełniające się poidło dla bydła (nie żartuję), które mamy zamontowane w ogrodzie :) (btw : jest to pierwszorzędny wynalazek! :D )
Miska wygląda tak:




















Pobiła wszelkie rekordy postoju na półce jeśli chodzi o oczekiwanie na wypał, bo wiadomo: zamówienia najpierw :)
Ale już jest i służy. Pierwszy skorzystał (w plenerze, bo piękne słońce) goszczący u nas Raster:


























Zresztą psów gości u nas zwykle sporo, więc musi być to taka trochę "miska niedopitka" ;)
Pozdrawiam październikowo :)